Mikołaj na Pradze

0

Zauważyłem go jak biedak wisiał na rynnie. Wracałem akurat z pasterki, była 5 rano, a my zasiedzieliśmy się trochę z chłopakami na pl. Hallera (bo praskie pasterki mają swój urok!). Nie chciał, żebym go zobaczył. Było mu wstyd, że zamiast w Laponii, wisi teraz na rynnie, gdzieś między blokami na Nowej Pradze. Mowa rzecz jasna o Mikołaju!


Pomogłem mu zejść. Opowiedział, jak próbował wykonać niefortunny skok z dachu i jak zaczepił nogą o ukruszony gzyms. Obiecałem mu, że zaraz po świętach złożę w tej sprawie interpelację do urzędu. Praga była jego ostatnim przystankiem do domu, czekał właśnie na helikopter, bo z reniferami coraz trudniej mu się dogadać. Mieliśmy mało czasu, ale postanowiłem popytać go o dzieciaki z Pragi. – To nie są aniołki, ale mają dobre serca – mówi. – No i te charakterki to też bym im ukrócił! Ale i tak zawsze jest śmiesznie. Kilka lat temu na Targowej obrzucali mnie śnieżkami, a jakiś wariat rzucił we mnie kanapką, ale to nic – uśmiecha się.

Obiecał, że zadzwoni na kolejne święta to pogadamy dłużej. Uznałem, że tak tylko powiedział dla kultury, przecież nie wymieniliśmy się nawet numerami telefonów… a on wczoraj zadzwonił! Pytał o gzyms przy pl. Hallera i czy jak się znów zaczepi, to może zadzwonić. – Oczywiście! – odparłem. – Dzięki, mam jeszcze jedną prośbę, w tym roku potrzebuje waszego wsparcia. Odezwę się przed pierwszą gwiazdką. Czołem redakcja!

P.S.

Pomogliśmy. Wspólnie z mieszkańcami przejęliśmy od świętego Mikołaja część obowiązków. Tuż przed świętami, odwiedziliśmy kilkadziesiąt praskich rodzin i obdarowaliśmy je upominkami! Ale tym pochwalimy się później:)

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close