W pewnej chwili podbiega do mnie brat i krzyczy: „Wszędzie są ciała! Krew spływa po ścianach, mdli mnie, nie mogę już wytrzymać” – wspomina Zofia Radwanek ps. Nieznana.

– Widok był straszny. W pomieszczeniach praskiej Centrali Telefonicznej PAST-a przy ul. Brzeskiej leżeli Niemcy rozerwani przez powstańcze granaty. Na kostkę cukru nalałam bratu kilka kropel waleriany, żeby ochłonął, ale zanim spojrzałam, już zniknął w ogniu walki – mówi Radwanek. Była tak zdenerwowana, że sama wypiła całą butelkę waleriany. Tego dnia, gdy ulicami Pragi płynęła krew niemieckich i polskich żołnierzy, miała zaledwie 16 lat. – Byłam żołnierzem AK – dodaje.

Niespełna rok po kapitulacji Warszawy, w sierpniu 1940 r., na Pradze powstała przeszło tysięczna armia podziemnej Polski. W przededniu powstania liczyła już ponad 8 tys. żołnierzy, łączników i sanitariuszek.

Wojska radzieckie na 48 godzin przed wybuchem powstania zajęły Wołomin i Radzymin. Z Berlina przyszedł w tym czasie rozkaz Adolfa Hitlera, by utrzymać Warszawę za wszelką cenę. Praga miała stać się przedpolem bitwy o stolicę. Na prawym brzegu czekały gotowe do walki 9. niemiecka armia, 73 dywizje piechoty, grenadierzy i oddziały dywizji „Herman Göring”. Najważniejsze praskie ulice zostały opanowane przez niemieckie „tygrysy” – czołgi, które nadjechały z włoskiego frontu. Praga w ostatnich dniach lipca stała się pancerną twierdzą.

Rosjanie byli już tak blisko, że wystarczyły im dwa dni, aby zająć Pragę i uratować stolicę. Taki scenariusz przyjęło dowództwo i mimo że broni było niewiele, padł rozkaz: „Praga ma walczyć!”.

W kamienicy przy ul. Brzeskiej 19/44 rankiem 1 sierpnia Zosia Radwanek, jej ojciec i brat czekali na rozkazy. – Tata dostał przydział na Mokotowie. Gdy wyszedł z domu, powiedział tylko bratu, by opiekował się mamą. Nigdy więcej go nie zobaczyłam. Zginął w akcji na Politechnice kilka dni później. Niedługo potem z domu wyszedł brat. – Teraz czekamy tylko na ciebie – powiedziała do mnie mama. Kilka minut po godz. 16 do drzwi zapukał mój łącznik: „Zośka, bierz torbę i idziemy. Za chwilę się zacznie” – wspomina Radwanek.

Pierwsza eksplozja wstrząsnęła Pragą kilka minut po godz. 17. Ponad 6 tys. praskich powstańców ruszyło do walki. Mieli zaledwie 300 karabinów i 600 granatów. Co siódmy z nich był uzbrojony. Wiedzieli, o co walczą, i byli gotowi na śmierć.

Powstańcy zaatakowali Dworzec Wschodni. Kolejna grupa uderzyła na niemieckie koszary przy ul. 11 Listopada i budynek Dyrekcji Kolei Państwowych przy ul. Targowej. Walczono o każdy skrawek ziemi. Powstańcom udało się zdobyć Dworzec Wileński i budynek centrali telefonicznej przy ul. Brzeskiej 24. Reszta ataków się nie powiodła. Po nasypie kolejowym na Szmulkach i wzdłuż ul. Św. Wincentego na Bródnie jeździł pociąg pancerny, który ostrzeliwał kamienice Nowej Pragi. Podwórka, na których jeszcze kilka godzin wcześniej słychać było śmiech bawiących się dzieci, zamieniały się w nekropolię.

Zgrupowanie, w którym była Zosia, miało opanować budynek PAST-y przy ul. Brzeskiej. Ząbkowska była pod ostrzałem, ukryci w oknach niemieccy snajperzy strzelali wszędzie, gdzie tylko zauważyli jakiś ruch – wspomina Radwanek. – Piwnicami przechodziliśmy z budynku do budynku. Mieszkańcy zawczasu poprzebijali w nich dziury.

Budynek centrali był otoczony murem. Gdy pod bramę podbiegli pierwsi powstańcy, niemieckie pociski raniły śmiertelnie dowódcę drużyny. Brama miała być otwarta, jednak stało się inaczej. – Nasz kontakt zawiódł, natarcie załamało się – mówi Radwanek. – Po chwili ponowiliśmy atak, tym razem bocznymi drzwiami.

Grupa uderzeniowa wdarła się do budynku. Po kilku minutach centrala była w ich rękach. Oddział wyposażony w zabrane Niemcom karabiny, ładownice z amunicją i jeden pistolet zajął pozycję przy oknach i oczekiwał niemieckiego kontrataku. Po chwili na ulicy pojawiły się pierwsze niemieckie czołgi i kolejne grupy niemieckich żołnierzy – rozpoczął się ostrzał budynku. – Straciliśmy łączność z dowództwem – mówi Radwanek. – Wiedzieliśmy, że zostaliśmy sami. Posiłków nie będzie.

Gdy nadeszła noc, powstańcy odebrali rozkaz o ewakuacji na ul. Kępną, gdzie mieściło się dowództwo. Praski zryw powstańczy chylił się ku upadkowi.

Wojska radzieckie stały, niewzruszone gehenną stolicy. Po czterech dniach walki z o wiele liczniejszą niemiecką armią komendant praskiego obwodu płk Antoni Żurowski uznał, że dosyć już powstańczej krwi. Rozkaz brzmiał: „Oddziały zakonspirować! Przystąpić do organizowania ochotniczych uzbrojonych grup i dokonać przerzutu na lewy brzeg Wisły!”.

Prażanie na lewym brzegu walczyli dalej.

Kamil Ciepieńko

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close