Praska ławeczka

0

Powinna znaleźć się w Centrum Sztuki Współczesnej, bowiem wygląda jak rzeźba awangardowego twórcy. Kiedyś była zwyczajną ławką i siadali na niej zwyczajni ludzie, ale z biegiem dziesięcioleci, coraz bardziej się deklasowała i marniała. Jest jedyną w okolicy ławką i nie należy się dziwić, że jeśli już ktoś jej dopadnie, nieprędko z niej się podniesie. Intensywność użytkowania sfatygowała ją niepomiernie.

Pierwsze dopadają ławki emerytki z pobliskich bloków i długo na niej siedzą; w pewnym wieku z trudem się wstaje. Przysiada właściciel spuszczonego ze smyczy psa. Do niego dołącza menel – bo lubi wypić kulturalnie na siedząco. Gdy na ławce siedzi już kilku meneli, pan od psa wstaje. Czasami ławki dopadnie ktoś z zakupami, żeby odsapnąć, ale nie za długo odpoczywa – zaraz któryś z pijaczków prosi o finansowe wsparcie. Kiedyś, gdy panowie i jedna pani ucztowali, przez podwórko wędrowała podwórkowa orkiestra. Ucztujący stwierdzili, że muzykanci powinni zapłacić haracz. Orkiestra w podrygach opuściła teren.

Głównymi sponsorami pijaczków są petenci Urzędu Skarbowego przy ul. Dąbrowszczaków. Płacą za wskazanie miejsca parkingowego lub za popilnowanie auta. Zarobione pieniądze panowie (bo panie w tym procederze udziału nie biorą) zamieniają na coś do picia i parę dekagramów pasztetówki w pobliskim mięsnym. W mięsnym ich znają po imieniu, bowiem czasami kupują mortadelę na „krechę”.

Przysiadają na ławeczce uczniowie z technikum, żeby z dala od szkoły wypić zimne piwo. Nie wiedzą, że tuż, tuż, za płotem, rezyduje Straż Miejska, która nie lubi jak uczniowie się demoralizują na świeżym powietrzu. Pijaczków Straż nie gania, bo niewypłacalni, w przeciwieństwie do uczniów i ich rodziców.

Po całodziennym użytkowaniu, ławeczka i jej okolice zaścielają różnokolorowe opakowania, butelki, resztki jedzenia. Pod ławeczką jest głęboki parów – dzieło psów. Tam spoczywają pety i pudelka od papierosów.

Życie ławeczki nie kończy się z dniem. Ma ona swoje bogate, nocne życie. W ciszy uśpionego osiedla wrzaski biesiadników niosą się daleko. A jednak nie docierają do Straży Miejskiej: budynek ma dźwiękochłonne okna.

Rankiem ławka odpoczywa, choć nie widać jej spod sterty śmieci. Dozorcy już z sił opadli i nie nadążają ze sprzątaniem. Nielekki jest żywot ławeczki.

PS. Oddałem tekst. A tu dzwoni sam naczelny „Przeglądu Praskiego” i mówi: Panie Zdzisławie, ławeczka zniknęła. Na to ja: Niemożliwe!

Wdziałem palto i udałem się na rekonesans. Fakt, ławeczki nie ma. Pijaki piją na stojaka. Mocz oddają w podcieniach. Staruszki błąkają się w poszukiwaniu ławeczki, a ona (zapewne) w Centrum Sztuki Współczesnej. To, co po niej pozostało, ilustruje zdjęcie.

Zdzisław Kot

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close