Rondo

0

Lubię pójść na Rondo Starzyńskiego i pokontemplować jego nową urodę. Piękna jest, na miarę XXI wieku. Niby przestrzeń ta sama, ale na oko powiększona o piętra; coś jedzie dołem, coś pędzi na złamanie karku po estakadzie, dudni swojsko na wiadukcie pociąg, dzwonią tramwaje, znienacka zza zakrętu wypadają autobusy. Oczy sycę ruchem i prawdę powiedziawszy nie nadążam za akcją tego widowiska

Pamiętam Rondo z czasów nie tak odległych, ale z wolna zaciera mi się w pamięci jego przeszłość i zwyczajność, kiedy auta jeździły w kółko, a tramwaje na krzyż prosto. Chwilami mam wrażenie, że starego Ronda w ogóle nie było, a nowe jest od zawsze.

Że było tu zgrzebnie, przypominają usytuowane na rozstaju ulicy „karczmy”. Rondo przeszło metamorfozę, zaś bar Fuks i Ola z przyległościami raczej nie. Owe „karczmy” to miejsca znaczące w tym pejzażu. Goście niby od lat ci sami, ale to nieprawda, starzy bywalcy barów już pomarli, albo władzę w nogach potracili, z domów nie wychodzą, a ich miejsce zajęli nowi biesiadnicy.

Przy Oli i Fuksie zatrzymują się miejscowi, przyjezdni i wracający z pracy. Siadają z piwkiem, żeby po męsku pogadać, pograć na automacie, pobyć ze swoimi. Był kiedyś (za wietnamską budą) bar Baca, ale spłonął. Została po nim pamięć i kilka desek. Głodnych na Rondzie kusi Kuchnia Orientalna, spragnionych sklep monopolowy, którego szyld jest tak wielki, że widać go nawet z kosmosu. Są tu też Delikatesy z podstawowymi artykułami spożywczymi i zwykły spożywczak z delikatesami.
Urzęduje w okolicy Fuksa pewna „dama”, której coś do picia fundują stali bywalcy, zaś zagrychę przechodnie. Podchodzi do kogokolwiek i mówi głodna jestem, czy może mi pan kupić bułkę – Suchą – pyta przechodzień. – Z kotletem – mówi „dama” – i pokazuje, gdzie wydają hamburgery.

Najdziwniejsze na Rondzie jest zaplecze Fuksa, Oli, Delikatesów i Kuchni Orientalnej. To bazarek z pawilonami-widmami, gdzie za brudnymi szybami leżą rupiecie i zeszłoroczne zdechłe muchy.

Bazarek, owe bary i sklepy to oswojony przez prażan mikro-świat w nowoczesnej elegancji Ronda. Gdy ludzie pędzą wzdłuż ulic, przez skrzyżowania, nerwowo ścigają autobusy, dopadają tramwajów, przepływają zwartą masą w te i we wte, w mikroświecie czas zwalnia, a nawet przysiada na ławie. I popija piwko. I donikąd się nie spieszy. Bo i po co

PS. Między torami tramwajowymi a Kuchnią Orientalną stała przed lata stareńska latarnia kolejowa, bowiem w zamierzchłych czasach, których nawet ja nie pamiętam, jeździła tędy kolej. W pordzewiałej latarni ptaki wiosną wiły gniazda. Usunięto ją, gdy tak skorodowała, że niczego nie przypominała, a najmniej samą siebie.

Zdzisław Kot

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close