Ma być wygodnie czy zielono?

3

Z uwagą obserwuję to, co się dzieje na Pradze-Północ. Moja dzielnica mnie martwi, szczególnie gdy przyglądam się dyskusjom prowadzonym na portalach społecznościowych. Na szczęście większy optymizm czuję, gdy te same rozmowy słyszę na ulicach czy podwórkach. Realnych dyskusji nie zastąpi nawet najbardziej wymyślne narzędzie komunikacji.

Mam wrażenie, że zderzają się dwie wizje Pragi. Obie, choć słuszne, w wielu szczegółach się wykluczają. Z jednej strony mamy tzw. ekologiczne idee, rozumiane przez wszechobecne sadzenie drzew i krzewów, rekultywację trawników, ograniczanie ruchu, likwidowanie miejsc parkingowych.

Z drugiej strony idee oparte na modelu wygodnego życia w mieście, rozumiane jako np. możliwość zaparkowania auta w sąsiedztwie bloku, plac zabaw i przejście dla pieszych, ale też przyjazny zieleniec czy szpaler drzew wzdłuż chodnika.

Z pełną premedytacją postanowiłem postawić nogę w drzwiach, które rozdzielają te wizje. Podjąłem próbę uporządkowania miejsc parkingowych na osiedlu Nowa Praga, szczególnie w rejonie ul. Starzyńskiego i pl. Hallera. Szybko stałem się wrogiem numer jeden.

Mój profil na Facebooku i skrzynka e-mailowa wypełniły się hejtem tych, dla których jedyna słuszna idea to ta skoncentrowana w stu procentach na zieleni. Mimo że dopiero zacząłem dyskusję, zostałem oskarżony o niszczenie terenów zielonych, degradację obszarów biologicznie czynnych, betonowanie osiedli i wiele innych wyssanych z palca bzdur. Na nic próby przekonania, że przecież moim celem jest poprawa życia mieszkańców Pragi! Że należy szukać kompromisów, wspólnych rozwiązań, że trzeba rozmawiać! Jednak mało kto chciał rozmawiać. Nikt nie chciał się spotkać, łatwiej przecież atakować.

Czas postawić diagnozę i dowiedzieć się, kim są osoby, które kreują się na miejskich aktywistów, a działają jak wyrafinowani politycy. Kto stoi za stowarzyszeniami, które tak łatwo manipulują opinią publiczną, rzucając obietnice, które nijak się mają do rzeczywistości? Butni i młodzi, zapatrzeni we wzorce z zachodnich miast, przekonują do swoich racji, plując na wszystko.

Do ciekawego zdarzenia doszło zaraz po remoncie ul. Namysłowskiej. Drogowcy postanowili uratować przed wycinką drzewo u zbiegu ulic Namysłowskiej i Szymanowskiego.

W tym celu zwęzili jezdnie. Wzbudziło to trochę kontrowersji, obaw o bezpieczeństwo kierowców, ale większość uznała, że warto jednak ratować drzewo, które pamięta jeszcze carskie zabudowania tej części Pragi.
Wydawało się, że drogowcy zapunktowali, ale ich wizerunkowy wysiłek zdał się na nic, bo u zbiegu ulic Namysłowskiej i Ratuszowej zbudowali zatoki parkingowe oraz uszczuplili chodnik, a pomiędzy blokami stworzono parking dla mieszkańców. Na nic tłumaczenia, że to mieszkańcy prosili o zatoki, bo nie mają gdzie zostawiać na noc aut, że osiedle od lat cierpi na deficyt miejsc parkingowych. Pobliska budowa metra, likwidacja parkingu przy TKKF Błyskawica i donice wzdłuż ul. 11 Listopada też zrobiły swoje.

Zadałem sobie trochę trudu i postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda w rzeczywistości. Z rozmów z mieszkańcami i przedstawicielami wspólnot w okolicy ul. Namysłowskiej wynika jasno, że dzielnica potrzebuje dobrych rozwiązań dla kierowców. Gdy zebrane informacje umieściłem na portalu społecznościowym, znów się zaczęło… Wielu radnych ucieka od podobnych tematów, bo są niewygodne i stwarzają ryzyko konfliktu z różnymi grupami mieszkańców. Wiadomo, wybory za pasem. Ja uznałem, że postaram się powalczyć i – wbrew atakom – będę szukał rozwiązania, które nie dość, że nie skłóci, to może nawet pogodzi!

Zaraz po tym, jak miasto ogłosiło gotowość do budowy 10 podziemnych parkingów, wysłałem list do pani prezydent, żeby rozważyła propozycję budowy podziemnego parkingu w rejonie pl. Hallera. Być może brzmi to jak utopia, ale trzeba spróbować! Pomysł, mimo że zyskał uznanie, specjalnego wsparcia wśród moich „hejterów” nie wzbudził. Za to, gdy reaktywowałem pomysł zielonego parkingu wzdłuż ul. Darwina, czyli budowę tzw. kratki parkingowej, co jest o niebo lepszym rozwiązaniem niż betonowe zatoki, wróciłem na pozycję numer jeden. Rzecz jasna – wroga numer jeden.

Od kilku miesięcy przygotowuję wnioski i proszę, aby ekrany dźwiękochłonne wzdłuż ul. Starzyńskiego przykryć pnączami i stworzyć zielone ściany. Mamy już pozytywną decyzję miasta i czekam na realizację pomysłu. Pisałem o tym, ale tzw. aktywiści, którzy obserwują moje działania, specjalnie nie przejęli się tym pomysłem.
Znów pojawia się pytanie: Czy grupa ludzi, która akurat ma czas i narzędzia do komunikacji, może zawłaszczać sobie możliwość decydowania o tym, jak ma wyglądać Praga?

W 2016 r., gdy wspólnie z ówczesnym wiceburmistrzem Dariuszem Kacprzakiem z dumą podsumowaliśmy środki wydane na ponad 300 posadzonych drzew, montaż systemów nawadniających, renowacje rabat kwiatowych, stworzenie nowych trawników czy zielonych ścian, m.in. przy ulicach Kłopotowskiego i Łomżyńskiej, na portalach społecznościowych dalej było głośno, że „dzielnica nic nie robi dla zieleni”.

Prawdziwy samorządowiec tym różni się od polityka, że nie przejmuje się tzw. ludzkim gadaniem, tylko pracuje dla ludzi. Dlatego w ostatnim czasie na moją prośbę usunięto usterki w oświetleniu ulic, m.in. Małej i Targowej. Poprosiłem też o odpowiednie wyprofilowanie jezdni ul. Skoczylasa i chodnika na pl. Hallera, w celu skutecznego odprowadzania deszczówki i tym samym likwidacji kałuż. Zwróciłem też uwagę drogowców na bezpieczeństwo pieszych, szczególnie osób starszych, którzy codziennie pokonują drogę do kościoła przy ul. Ratuszowej, przechodząc przez przejście na wysokości bocznego wejścia do parafii. Drogowcy zadeklarowali, że poprawią widoczność na przejściu. Na szczęście obejdzie się bez wycinania krzewów…

Przekaż dalej

3 komentarze

  1. Drogi Panie, jak chce Pan być wiarygodny, to proszę doprowadzić do unieważnienia dotychczasowych ustaleń , protokołów konsultacyjnych oraz wynikających z nich rekomendacji, zaleceń, sugestii. Jak Pan tego nie dokona, to może Pan przeczytać dalszą opinię, co sądzę o tym co Pan wyprawia i wypisuje .

    …. bo Inaczej jest Pan kompletnie niewiarygodny. Ale proszę się nie martwić, ludzie w swojej masie są na tyle nie spostrzegawczy, pozbawieni pamięci, albo są na tyle porwani przez nierealizowane „idee wprowadzania powszechniej szczęśliwości”, że nie dostrzegą Pańskiego lawirowania.

    Najpierw aktywność Pana i Panu podobnych „obudziła” konflikt rozbudzając nadzieję na osiedle bez aut, nadając podmiotowość proekologicznemu zacietrzewieniu a teraz mamy Pański lament nad rozlanym mlekiem, bo wespół ze częścią obecnych władz Dzielnicy i m. st. Warszawy zirytowali Państwo samochodziarzy.

    Trzeba było być tępym , (a Pan z pewnością nie jest) żeby od samego początku akcji „rewitalizacja Pragi” nie wiedzieć, że te pomysły robienia wsi z miasta to będzie szczucie na siebie ludzi: samochodziarzy i na nie samochodziarzy. Zastosowano więc, element inżynierii społecznej, cyniczną starą rzymską zasadę Divide et impera – najpierw podziel ludzi a później skonfliktowanymi, skłóconych łatwiej będzie rozgrywać. Jeśli to nie jest ta motywacja, to też jest bardzo źle, bo to znaczy, że zmienia Pan zdanie jak chorągiewka. Bardzo mi przykro, ale takie postawy u ludzi o aspiracja politycznych, to klęska dla rozwoju, dla zmierzania do jasno określanych celów, dla możliwości oceny i rozliczenia działaczy politycznych, co jest niezbędnym elementem życia publicznego. Pan próbuje się temu mechanizmowi oceny wymknąć, nieładnie. Jeśli Pan ma wpływ na decyzje, na wydatkowanie pieniędzy publicznych TO JEST PAN POLITYKIEM, więc dodatkowo Pan podkopuje swoja wiarygodność twierdząc, że nie jest Pan politykiem. Jeśli Pan w to wierzy, to znaczy że nie wie Pan czym się Pan zajmuje, więc ……… .

    A może to wszystko dla umożliwienia przejęcia kontroli nad 6,5 mln budżetem ? może dla przysporzenia korzyści ludziom z fundacji co nie wiadomo za co tak naprawdę biorą publiczne pieniądze a z którymi działa Pan i władze dzielnicy w pełnej współpracy ? Tego niestety nie wiem.

    Każde ideologiczne zacietrzewienie i działanie wypływające z jego motywacji są pozbawione racjonalnego, rozumowego traktowania spraw. W szkolny, oczywisty sposób objawiło się to w wyniku prób uruchomienia procesu docelowej likwidacji obecności samochodów na Pradze II, jak jasno widać z prezentowanych projektów, znaczącej ilości miejsc na których parkują obecnie samochody.

    Stworzyliście społeczny front „naprawiaczy rzeczywistości” przeciw ludziom, którzy uznają prawo własności, posiadania za jedno z podstawowych i jeszcze obowiązujących. Chodzi o prawo posiadania samochodu. Brak możliwości parkowania samochodu „w pobliżu mieszkania” , zawiera projektowana rzeczywistość dla Pragi przez Pana i panu podobnych.

    MAMY TU ZASADNICZY KŁOPOT : Pańskie działania części władz dzielnicy oraz Fundacji stocznia czy innych zaangażowanych w „rewitalizację” zaprzeczają, że takie podstawowe prawo do posiadania jeszcze istnieje, nadal obowiązuje. Czy macie świadomość, do czego wasze myślenie prowadzi ? Nie znacie historii ? Nie wiecie czym się takie zideologizowane myślenie o prowadzaniu uniwersalnej szczęśliwości się kończy ? Nie idźcie tą drogą.

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close