Ostro na Pradze

0

Dziwne, ktoś cały czas wali czymś w blachę. Dźwięk jak szkolny dzwonek. Ale na ulicy? Szkolne zajęcia w plenerze? Wyglądam, a pod oknem widzę człowieka z jakąś dziwną maszyną. Bezustannie wali młotkiem w blachę i się rozgląda. Po chwili bierze maszynę na ramię i idzie dalej. Postanowiłem sprawdzić, kim jest.

Pan Edward ze Szmulek od kilku lat przemierza Warszawę i ostrzy noże, i nożyczki. Prawdopodobnie jest ostatnim warszawskim „ostrzycielem”. Dziś odwiedził Pragę. – Jestem tu kilka razy w miesiącu – przyznaje. – Jutro jadę na Bielany, pojutrze może na Żoliborz.

– Czy można wyżyć z takiego zawodu? –pytam. – Na jedzenie jest – odpowiada pan Edward. – Jestem bezrobotny to, co mam robić? Naostrzenie dużego noża kosztuje trzy złote, a małego dwa złote. To rodzinna branża – mówi dalej. – Maszynę do ostrzenia wykonał jeszcze przed wojną mój dziadek, ojciec był ślusarzem i nauczył mnie zawodu.

Klientów jest niewielu, prawie wcale. Bardziej rentowne dzielnice to te oddalone od centrum. A Praga? – Różnie, ale nic specjalnego…

Poprosiłem, aby naostrzył moją starą, ale solidną finkę, którą dostałem kiedyś od wujka. Byłem wtedy bardzo mały, nóż nigdy nie był ostrzony. Pan Edward w ciągu kilku minut zrobił z niego prawdziwego „kosiorka”. – Proszę uważać, jest bardzo ostry – przestrzegł. Niestety, musiałem sprawdzić i okazało się, że miał rację. Na szczęście miałem przy sobie plaster.

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close