Powstańcze przeprawy z Pragi na lewy brzeg Wisły

0

Od połowy sierpnia walki powstańcze na prawym brzegu Wisły ustały. Decyzją władz Polski Podziemnej, ze względu na przeważające siły niemieckie i brak potrzebnego uzbrojenia, żołnierze na Pradze przerwali walkę. W tym czasie do Warszawy zbliżały się wojska radzieckie, które miały pomóc oswobodzić miasto z niemieckiej niewoli.

– Front był tak blisko, że na Grochowie wybuchały pociski artyleryjskie – wspomina w swojej książce „Powstańcze przeprawy przez Wisłę 1944” Janina Sobiechowska-Skiwska, łączniczka Armii Krajowej, pseud. Janka. – Tymczasem zza Wisły słyszeliśmy coraz ostrzejsze odgłosy walk powstańczych, pragnęliśmy tam być, włączyć się do akcji, dzielić z walczącymi żołnierski trud i cieszyć się upragnionym zwycięstwem – wspomina.

Nasilające się niemieckie represje wobec mężczyzn i młodzieży przyspieszyły powstańcze plany przedostania się lewy brzeg Wisły. Dowództwo 3. Rejonu – Grochów przygotowało plan przeprawy żołnierzy przez rzekę. Akcja, ze względu na niebezpieczny charakter, prowadzona miała być na zasadzie dobrowolności, a więc ochotniczo – ale z uzbrojeniem.

Kara śmierci za posiadanie broni

Z różnych rejonów praskiego brzegu przemycano broń i amunicję na Saską Kępę, skąd organizowane były przeprawy. Żołnierze i mieszkańcy przemykali bocznymi ulicami z bronią ukrytą pod płaszczem lub marynarką. Ulice były patrolowane przez wroga, a za posiadanie broni groziła śmierć. Wielu jednak ryzykowało i szczęśliwie udało im się dotrzeć nad brzeg rzeki. Wielu jednak straciło życie w podwórkach i na ulicach Pragi.

Tak wspomina sierpniowe przeprawy Janina Sobiechowska-Skiwska: – Dojście do Wisły wymagało ogromnej ostrożności. Marsz był prawie bezszelestny, nakazano pod groźbą wyeliminowania z grupy absolutne milczenie. Na polach gocławskich i w okolicach jeziorka konieczne było częste „krycie” i nasłuchiwanie, gdyż każdy krzew, słupek, jakikolwiek odgłos natury, budziły w ciemnościach nocy czujność. Szczególną uwagę należało zachować w pobliżu Wału Miedzeszyńskiego i podczas przeskoku na drugą jego stronę. Trasa ta bez przerwy patrolowana była przez niemieckie pancerne samochody i czołgi, odbywała się tu również ciągła komunikacja wojskowych wozów dostawczych w kierunku frontu i z powrotem. Zetknięcie z rzeką nocą nie było miłe. Czarna toń i plusk wody na szerokiej, zdawało się bezkresnej przestrzeni budziły grozę i lęk.

Niemieckie motorówki patrolowały Wisłę

– Pokonanie rzeki niosło nowe niebezpieczeństwa. Wisłę patrolowały nieustannie niemieckie wojskowe motorówki, które wspomagano regularnym rozjaśnieniem świetlnymi rakietami tzw. flarami czy racami o dużej sile światła. Podczas rozpogodzeń dodatkowo pogarszał sytuację jasno świecący księżyc. Po opadnięciu flary i oddaleniu się motorówki powstańcy ukryci w gęstych zaroślach Krowiej Wyspy szybko zajmowali miejsca w łodzi i odbijali od brzegu, by zanim pojawi się następna „świeca” lub niemiecki patrol, szybko przepłynąć na drugi brzeg. Środków transportu było również mało. Ze względu na bezpieczeństwo nie mogło być więcej łodzi, dlatego liczniejsze grupy musiały przepływać Wisłę w kilku rzutach.

Przerzucanie żołnierzy w tak trudnych warunkach wymagało doskonałej organizacji i dyscypliny, a przede wszystkim zbiorowej odpowiedzialności za powodzenie akcji. Sierpniowa noc trwała ok. siedmiu godzin, a na brzegu czekało jednej nocy często kilkudziesięciu ochotników gotowych do przeprawy.

Wielu powstańców zabrały niemieckie pociski, a ich ciała zniknęły gdzieś w nurtach rzeki. Zdarzało się, że żołnierzy śmierć dopadała niespodziewanie. Gdy wydawało się, że po przepłynięciu rzeki tylko krok dzieli ich od walczącej Warszawy, ginęli od min ukrytych na brzegach rzeki.

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close