poniedziałek, 22 kwietnia, 2024

Kaczyński to andrus z Pragi?

Tomasz Nałęcz, były doradca prezydenta RP, historyk i publicysta w rozmowie z Super Expressem porównał Jarosława Kaczyńskiego do praskich andrusów, czyli łobuziaków. To skojarzenie w kontekście całej rozmowy zniesławia mieszkańców warszawskiej Pragi.

Rozmowa pojawiła się dziś na stronach gazety i w wydaniu internetowym. Dotyczyła głównie zagadnień politycznych, m.in. dziennikarz nawiązał do wydarzenia, w którym prezes PiS przywitał się z prezydentem Andrzejem Dudą nie patrząc mu w oczy, czym okazał brak szacunku. Prof. Nałęcz powiedział: (…) jak się człowiek z kimś wita, to patrzy na niego, a nie w drugą stroną. Tak to robią andrusy z Pragi, a nie inteligenci z Żoliborza. (…)

Co miał na myśli prof. Nałęcz? Zapewne nic, co by dobrze świadczyło o mieszkańcach warszawskiej Pragi. Andrus to słowo z gwary krakowskiej oznaczające łobuza, czasami też nieletniego złodzieja. Nie ma nic wspólnego z faktem odwracania wzroku przy podawaniu ręki, dlatego też można domniemywać, że profesor szukał możliwie najbardziej negatywnego określenia.

– W takich przypadkach powinniśmy reagować, nie wolno od tak sobie używać określeń, które potocznie są uznawane za znieważające, szczególnie jeśli wypowiadają je osoby takiej jak prof. Nałęcz – mówi Kamil Ciepieńko, radny Pragi. – Szczególnie, że nie chodzi tu o słowo andrus, ale fakt braku ogłady i fasonu, czego synonimem mają być prażanie.

Poniżej publikujemy część rozmowy i źródło:

SE: Prof. Tomasz Nałęcz: Nie jestem jakimś wielkim fanem PO

(…) Super Express: – Widziałem, zapewne mówi pan o scenie przywitania się Jarosława Kaczyńskiego z Andrzejem Dudą.
prof. Tomasz Nałęcz: – Dokładnie.
SE: – Jarosław Kaczyński patrzył wtedy w inną stronę. A może był zamyślony?
prof. Tomasz Nałęcz: – Jak się człowiek wita z prezydentem, to patrzy na prezydenta. W ogóle staranne wychowanie na Żoliborzu polegało na tym, że jak się człowiek z kimś wita, to patrzy na niego, a nie w drugą stronę. Tak to robią andrusy z Pragi, a nie inteligenci z Żoliborza. Natomiast mówiąc poważnie, odwołam się do historii – jest duża analogia między prezydentem Mościckim a prezydentem Dudą. Tak jak Mościcki ładnie się prezentował, ładnie mówił, ale był tylko marionetką w rękach Piłsudskiego, tak i prezydent Duda jest tylko marionetką w rękach Kaczyńskiego. Tylko że jest wielka różnica między Piłsudskim a Kaczyńskim. Piłsudski tę swoją marionetkę traktował jak prezydenta Rzeczypospolitej, z szacunkiem, zawsze był trzy kroki za nim, zawsze mówił do niego „panie prezydencie”, na baczność. Pan sobie wyobraża, że Kaczyński tak zrobi przed Dudą? I o to mam pretensje. (…)

Źródło: http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-tomasz-nalecz-nie-jestem-jakims-wielkim-fanem-po_880619.html

Fot. Wikipedia

Redakcja
Redakcja
Przegląd Praski. Prawy brzeg informacji

Najnowsze informacje

Podobne wiadomości