Burmistrz Pragi-Północ Dariusz Wolke oczyszczony z zarzutów o mobbing

0

Dzisiejszy „Super Express” publikuje wywiad z Dariuszem Wolke, który został oskarżony przez urzędniczkę o mobbing. Na łamach gazety w szczerej rozmowie wiceburmistrz odsłania kulisy afery, która w maju wstrząsnęła praskim urzędem.

– Między mną a tą panią nigdy nie było stosunku podległości służbowej, nigdy nie była moją pracownicą, więc nie ma mowy o mobbingu. I kontrola w urzędzie dzielnicy to potwierdziła. W tym czasie pracowałem przecież w zupełnie innym urzędzie… – mówi Dariusz Wolke w rozmowie z „SE”. Wywiad można przeczytać na stronach gazety Wiceburmistrz Pragi-Północ wraca na stanowisko. Żona wybaczyła mu chwile słabości

„Super Express” w maju opisał dramat urzędniczki Wydziału Zasobów Lokalowych praskiego magistratu. Wiceburmistrz dzielnicy Dariusz Wolke miał obiecać kobiecie awans w zamian za korzyści o charakterze seksualnym. Dowodem miały być wiadomości SMS. Dzisiaj wiadomo już, że urzędniczka sprytnie manipulowała wybranymi wiadomościami. „Przegląd Praski” pierwszy dotarł do pełnej korespondencji, z której wynika, że to Wolke padł ofiarą mobbingu.

Afera, która wybuchła w urzędzie, dotknęła nie tylko najbliższych współpracowników wiceburmistrza, lecz przede wszystkim jego rodzinę. To za sprawą radnych opozycji, którzy postanowili wykorzystać moment dla własnych politycznych interesów.

Jednym z radnych, który pierwszy postanowił publicznie oskarżyć wiceburmistrza Wolkego, był Grzegorz Walkiewicz, aktywista, który startował z komitetu Wygra Warszawa. – Ten człowiek odpowie za zniesławienie. Sprawa trafi do sądu – zapowiada Wolke.

Walkiewiczowi wtórował Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Praw Lokatorów, który pojawił się na sesji z manekinem ośmieszającym wiceburmistrza. – To nie samorządowcy, tylko politycy. Zamiast zająć się realnymi problemami, panowie bawią się w sędziów. Znamy to z Sejmu – komentowali mieszkańcy podczas sesji.

Urzędniczka zamiast na policję poszła do mediów

Presja społeczna była tak duża, że wiceburmistrz postanowił złożyć rezygnację ze stanowiska na czas postępowania, które miało udowodnić, że został pomówiony i zniesławiony. Pisaliśmy o tym tutaj Dariusz Wolke rezygnuje z funkcji wiceburmistrza Pragi. Zarząd dzielnicy zwrócił się wówczas do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o powołanie zespołu, który wyjaśni, czy doszło do molestowania seksualnego lub mobbingu. Zespół kończy już swoją pracę. Wniosek ma zostać niebawem przedstawiony zarządowi dzielnicy.

Urzędniczka, która przekonywała, że była molestowana, wcześniej nikomu tego nie zgłosiła. Chętnie za to opowiadała o znajomości z wiceburmistrzem, która z czasem miała przerodzić się w mobbing, na łamach „Super Expressu”, „Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego”, a także w programie „Alarm!” w TVP 1.

W 2017 r., po dwóch latach pracy na Pradze-Północ, Wolke objął urząd wiceburmistrza Śródmieścia. Rok później doszło do jednorazowej pikantnej wymiany wiadomości. Wolke tłumaczył, że korespondencja miała żartobliwy, a przede wszystkim prywatny charakter. Urzędniczka wysłała swoje nagie zdjęcia, o to samo prosiła wiceburmistrza. Namawiała go też na spotkanie. Ten jednak konsekwentnie odmawiał kobiecie. Urzędniczka tłumaczyła później w mediach, że wysyłała zdjęcia, bo bała się, że straci pracę w urzędzie. Przekonywała, że jest samotną matką i potrzebuje pieniędzy. Jednak Wolke nie miał wpływu na jej zatrudnienie, bo pracował w zupełnie innym miejscu.

Nagłe przeniesienie

Korespondencja nasiliła się ponownie zaraz po wyborach samorządowych w 2018 r., kiedy okazało się, że Wolke obejmie stanowisko wiceburmistrza Pragi. Urzędniczka w SMS-ie prosiła Wolkego, aby ten przywrócił ją na dawne stanowisko w Wydziale Zasobów Lokalowych (WZL). Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej została nagle przeniesiona do Wydziału Oświaty.

– Jeśli ktoś z pracowników prosi o przeniesienie w ramach urzędu, to zarząd, o ile nic nie stoi na przeszkodzie, zazwyczaj pozytywnie przychyla się do prośby – tłumaczy Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz Pragi-Północ. W WZL nie było jednak wolnych etatów. Dariusz Kacprzak, wiceburmistrz, który nadzorował ten wydział, obiecał, że zajmie się sprawą na początku 2019 r. Ta deklaracja nie wystarczyła. Prośby urzędniczki zaczęły być uciążliwe. SMS-y przychodziły nawet w nocy.

Błagam Cię poprzyciskaj jeszcze DK [Dariusz Kacprzak, wiceburmistrz odpowiedzialny za WZL – przyp. red.] bo mi się żyć nie chce

W tym samym czasie urzędniczka pisała też o kontroli wewnętrznej, która trwała w jej dawnym wydziale. Inspektorzy mieli sprawdzić, czy urzędnicy nie wykorzystują programów ewidencji ludności do celów prywatnych. Z nieznanych jeszcze przyczyn żaliła się wiceburmistrzowi, że obawia się wyników kontroli.

Sprawdzają cały wydział od początku roku…

Wiesz jakie nerwy!!! Boję się

Z każdym dniem urzędniczka coraz silniej naciskała na Wolkego, a SMS-y zaczęły przybierać ostrzejszy, rozkazujący ton.

Kiedy wrócę na odpowiednie stanowisko w WZL

Przekazałeś mu [Kacprzakowi – red.] że mam tam zaraz wrócić?

Limit się skończył mam dość tej wegetacji

Gdy zarząd w końcu zajął się sprawą przeniesienia, urzędniczka z Wydziału Oświaty trafiła do Wydziału Sportu. Dziękowała, przekonywała, że jest szczęśliwa, ale zaraz potem znów zaczęła wysyłać SMS-y.

Ja chce dla sportu pokoje i dla siebie ładny […] błagam

[…] jeszcze będę mordować o głównego specjalistę. Może Ty się wstawisz ???

W tym samym czasie pracę kończyli inspektorzy z kontroli wewnętrznej urzędu. Obawy urzędniczki były uzasadnione.

Okazało się, że kobieta wynosiła z urzędu dokumenty, tzw. dane wrażliwe mieszkańców. Sprawdzała też radnych dzielnicy: ich miejsce zamieszkania, stan cywilny, majątek. Wpadła rok temu, gdy przez przypadek dokumenty swojego męża znalazła jedna z naczelniczek. Nie wiadomo, dlaczego już wtedy nie została zwolniona z pracy.

Urzędniczka została dyscyplinarnie zwolniona z pracy

Zarząd dzielnicy, z burmistrzem Wojciechem Zabłockim na czele, zdecydował o przeniesieniu urzędniczki do Wydziału Oświaty. Przezornie zlecono jednak kontrolę w jej dawnym wydziale, która – jak się później okazało – skończyła się dla urzędniczki paragrafem 52, czyli dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy.

Co ciekawe, próba pomówienia wiceburmistrza i fakt wynoszenia dokumentów z urzędu to nie wszystko. Zaraz po doniesieniach medialnych w urzędzie niespodziewanie pojawili się rodzice byłego partnera urzędniczki. Poinformowali zarząd dzielnicy, że urzędniczka wyniosła też ich dokumenty. Założyli też sprawę o nękanie, zaś kobieta wcześniej oskarżyła ich syna o gwałt.

To pierwsza tak duża afera w praskim urzędzie. Dariusz Wolke, oskarżony przez radnych o mobbing, wróci niebawem na swoje stanowisko. Urzędniczka, która próbowała pomówić wiceburmistrza, będzie teraz tłumaczyć się policji.

Przekaż dalej

Dodaj komentarz