Okruchy

0

Zostało niewiele. Albo nic. Tylko okruchy, drobiazgi, ledwie resztki tego, co było. Czego nie zniszczyła II wojna światowa dokonał czas, ludzie, zaniedbania. Odeszli, zniknęli z pejzażu Pragi Żydzi, a wraz z nimi ślady ich bytności.
Nie ma już łaźni dla żydowskich kobiet przy ulicy Stalowej 40/42. Jeszcze na początku lat 90 XX wieku była, choć już, jako skład rupieci. Ta nieco dziwna budowla, w kształcie drewnianej galeryjki przyklejonej do oficyny z prowadzącymi doń stromymi schodkami, przetrwała wojnę i lata powojenne. W połowie lat 90. ktoś galeryjkę podpalił. Został ślad na murze. Gdy niedawno chciałam zobaczyć ów ślad po mykwie, niczego nie znalazłam, nawet kamienicy. Jest pusty plac, jak wyrwa w historii ulicy.

To nie była zwykła łaźnia, lecz rytualne kąpielisko gminy żydowskiej „mikwah”, inaczej mykwa. Znajdował się tam basen z bieżącą woda. Podjeżdżały pod łaźnie dorożkami bogate, strojne Żydówki. Opuszczały mykwę oczyszczone, lekkie, wsiadały do czekających na nie konnych powozów. Starzy mieszkańcy ulicy Stalowej pamiętają jak to było, powiadają, że jeszcze słyszą turkot na bruku przejeżdżających przez Stalową dorożek i zatrzymujących się nieopodal kamienicy nr 40/42.

Przy odrobinie szczęścia, zwiedzając stare praskie domy dokonać możemy odkrycia: na framudze drzwi wejściowych do mieszkania ślad po mezuzie. Oczywiście, jeśli stolarka odnawiana nie była od czasów powojennych. Mezuza to zwitek pergaminu z wersami z Biblii, umieszczony w metalowej tulejce i przytwierdzony do drzwi domów religijnych Żydów. Mezuza przypominała o wierze w Boga.

Wielki obszar cmentarza żydowskiego przy rondzie Żaba to niewątpliwie zabytek. Tym bardziej, że zachowało się na nim niewiele macew. Dużo uległo zniszczeniu podczas wojny. Po wojnie użyto nagrobków do prac drogowych. Część odzyskano, ale większość jest bezpowrotnie stracona.

Odkryte nie tak dawno malowidła naścienne w dawnej bożnicy, w domu przy bazarze Różyckiego, nie przepadną, nie ulegną zniszczeniu, bowiem w budynku tym powstanie Muzeum Pragi, a zatem gwarancja, że ocaleją i wpiszą się znów w dzieje dzielnicy.

Dość dawno, na przełomie lat 70 i 80, na trasie do Falenicy widziałam na ścianie starego domu nad wejściem do sklepu wytarty szyld z jednym czytelnym słowem: koszerne… Mięso? Żywność? Tego domu już nie ma.

Zostały tylko okruchy…

Maria Terlecka

Przekaż dalej

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close